Wymierające języki

Wymierające języki

Święta wieża Babel wyklęta

Posługiwanie się językiem angielskim jest w naszych czasach nieodzowne, a przy tym jakże przydatne. Jeden tylko język wystarczy, by móc porozumieć się w większości regionów świata, poznać ludzi, załatwić biznes, czy choćby zwyczajnie spytać o drogę. Niejeden człowiek próbował wymyślić nowy, sztuczny język, który sprawdziłby się w roli uniwersalnego narzędzia do komunikacji, ale z różnych powodów historycznych to akurat angielski wygrał tę jakże odpowiedzialną pozycję najbardziej rozpowszechnionego języka na naszym globie. Językiem angielskim sprawnie posługuje się ponad 1,2 mld osób, zaraz za nim plasują się chiński (1,1 mld) oraz hindi (637 mln). Dla osób, które kochają podróżować, poznawać świat, takie komunikacyjne ułatwienie to prawdziwe wybawienie. Pod przykrywką wygody, uniwersalności, globalnej wioski, kryje się jednak druga warstwa, równie prawdziwa, lecz głęboko przygnębiająca: języki wymierające.

Biologia języków

Istnieje pewna analogia pomiędzy biologią a językoznawstwem – wszak ludzie są istotami biologicznymi, więc ich wytwory również. Zagrożone języki są jak zagrożone gatunki. Kiedy pozostaje przy życiu tylko kilka osób mówiących danym językiem, możemy porównać to do takiej sytuacji, jak kiedy ostaje się tylko kilka osobników zwierząt danego gatunku na ziemi. Jeśli są to języki rzadkie, pochodzące od plemion niepiśmiennych, to śmierć ostatnich osób, które posługują się tym językiem jest równoznaczna z sytuacją, gdy pada ostatni przedstawiciel jakiegoś gatunku zwierzęcia. Analogia ta potwierdza się nawet w terminologii prawnej – zarówno zagrożone gatunki, jak i zapominane języki, mają swoją Czerwoną Listę. I w jednym, i w drugim przypadku jest mowa o dziełach, czy to naszej historii naturalnej, czy też historii naszej cywilizacji, których nie da się w żaden sposób przywrócić – one po prostu przepadają, na zawsze. Jest to bardzo bolesna strata, dlatego, że zarówno język, jak i gatunek są czymś, co tworzyło się przez bardzo długi czas i świadczy o naszej przeszłości – kulturowej lub biologicznej. Tracąc je, tracimy część siebie samych.

Monopol na mowę

Czy istnieje szansa na to, że młode pokolenia zechcą wchłonąć tradycję językową swoich przodków?

Żyjemy dziś w epoce, w której giną nie tylko biologiczne gatunki, ale też wytwory naszej kultury. Nasze czasy przypadają na dobę globalizacji, która wiedzie nas ku światu jednolitemu, monokulturowemu i nijakiemu. Ku światu, w którym liczy się jeden tylko język, może dwa-trzy, spośród tysięcy języków, które jeszcze istnieją lub już przestały. Łacina wymarła, by utworzyć wiele nowych języków, jak hiszpański, francuski, włoski czy rumuński. Lecz dziś języki wymierają, ustępując przed jednym z kilku języków globalnych (w kolejności malejącej: angielskim, chińskim, hindi, hiszpańskim, francuskim). Niektórymi rzadkimi językami posługuje się dziś mniej niż 10 osób – można o nich już mówić jak o wymarłych. W przypadku innych, którymi mówi kilkadziesiąt lub kilkaset osób – ile lat minie, zanim języki te przestaną istnieć, nie pozostawiając żadnych śladów, pisanych czy nagranych? Ile języków znika na zawsze każdego dnia? Wspólna, jednocząca nas wszystkich mowa, to wizja tyleż piękna, co nudna, a nawet i niebezpieczna dla naszego dziedzictwa kulturowego.

Gdy swojskość jest niemile widziana

Dawniej języki były tępione przez nowych władców podbitych regionów. Tak na przykład stało się w przypadku celtyckiego języka bretońskiego, którego używanie w szkołach przez bretońskie dzieci było karane. Dziś już nie trzeba nikogo przymuszać do zapomnienia swojej kultury – ludzie robią to z własnej woli. Młodzi z każdego zakątka świata coraz częściej uciekają od swoich korzeni w pogoni za popkulturą lub modą, chcąc się stać częścią innego, lepszego w ich mniemaniu, świata. Spotkałam kiedyś piękną Indiankę z Amazonii. Miała zachwycające, rdzenne rysy, ale w głębi serca marzyła o tym, by mieć jasną skórę i blond włosy – szczerze mi to wyznała. Chciała się nauczyć angielskiego i stać się częścią zachodniego świata, wyglądać jak amerykańskie modelki i nie musieć się przyznawać do tego, skąd pochodzi. Możemy mieć o niej negatywną opinię, lecz czy lepszą postawę wykazują Polacy, którzy, osiedliwszy się za granicą, wychowują swoje dzieci tylko według wzorców kraju ich goszczącego, doprowadzając do sytuacji, w której już pierwsze pokolenie urodzone poza Polską nie zna ani słowa w swoim ojczystym języku?

Mówione dzieło sztuki

Język to nie jest tylko mowa – jest w nim zakodowana też nasza kultura, historia, a nawet nasza mentalność. Mówi się, że struktura języka odzwierciedla sposób myślenia posługującego się nim narodu – w końcu myśląc w określony sposób, dostosowujemy mowę do tego, co nasze myśli chcą wyrazić. Swoje historie postanowiłam pisać po polsku. Piszę dla Polaków i z polskiego punktu widzenia. Ta sama opowieść inaczej zostanie odebrana przez Polaka, a inaczej przez Anglika, Hiszpana czy Francuza. Mamy inny punkt odniesienia i inny bagaż kulturowy. Śmieszą nas różne rzeczy, inne kwestie podnoszą nam temperaturę.

Cieszę się, ze moim ojczystym językiem jest polski – język, który z pewnością nie jest zagrożony (33. miejsce pod względem liczby „native speakerów”), ale zarazem bardzo rzadko używany jest przez osoby nie będące Polakami. Podoba mi się to, że muszę się uczyć języków obcych, aby mnie zrozumiano za granicą. Nauka języków rozwija i poszerza horyzonty. Podoba mi się to, że przebywając za granicą mogę rozmawiać przez telefon na ulicy po polsku, praktycznie nie musząc się obawiać, że zostanę przez kogoś podsłuchana. Podoba mi się też to, że nasz język swoim stopniem trudności i skomplikowania nie zachęca cudzoziemców do nauki naszej mowy. Dzięki temu jeszcze bardziej doceniam i szanuję tych, którzy się tego podejmują.

Ku pamięci!

Niedawno umieściłam na mojej stronie nowy element – w pasku bocznym u góry po prawej stronie w każdy, kolejny dzień tygodnia pojawia się powitanie w jednym z siedmiu wybranych przeze mnie języków. Każdy z nich jest zagrożony, lecz zarazem wszystkie są dobrze udokumentowane i źródła zawierające ich tłumaczenia są stosunkowo łatwo dostępne. Wybrałam języki nieprzypadkowe, bo te, które posiadają najmniejszą liczbę osób posługujących się nimi spośród listy języków obsługiwanych przez tłumacza Google Translate: hawajski, gaelicki-szkocki, korsykański, maoryski, islandzki, luksemburski i samoański.

Egzotyczna lingwistyka

Współczesny przedstawiciel plemienia Tlingit z Ameryki Północnej.

Poniżej zamieściłam krótką listę zawierającą niektóre z języków, będących aktualnie na skraju wymarcia. Tutaj mój wybór był bardzo subiektywny – wymieniłam te, których nazwa mi się spodobała. [Klikając na nazwę danego języka, zostaniesz przekierowany na poświęconą mu stronę Wikipedii.] Gdyby wejść w temat głębiej, skrajnie zagrożonych języków jest ogromnie dużo, na każdym kontynencie i w każdym kraju, również w Polsce (kaszubski, romski, rusiński, zachodniopoleski, etnolekt wilamowski). Lecz uznać za zagrożone możemy tylko te języki, które ktoś gdzieś kiedyś zbadał, o których wiadomo, że istnieją. Ile jest takich, o których nic nie wiemy, nawet tego, że jeszcze wczoraj były, a dziś ich już nie ma?

Postscriptum

Nie chcę być źle zrozumiana. Znajomość języków obcych, również tych najbardziej rozpowszechnionych, jest wspaniałym atutem i niezwykle służy w życiu. Ten tekst ma dać refleksję nad tym, w jaki sposób tworzą się wymierające języki i jak zapobiec zanikaniu kolejnych cennych elementów naszej kultury. Uczmy się więc śmiało języków obcych, nie pozwalając przy tym na bezczelne zangielszczanie naszej pięknej, szeleszczącej, polskiej mowy :).

 

Chcesz wiedzieć więcej?

Interaktywny atlas zagrożonych języków UNESCO

Lista zagrożonych języków Wikipedii

Jak skutecznie uczyć się języków obcych?

 

A na koniec… hawajska chwila wytchnienia!

Zdjęcia w tym wpisie pochodzą z serwisu: Pixabay.com.

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *