Bujna roślinność Karaibów – galeria

Bujna roślinność Karaibów – galeria

Gdy myślimy o Karaibach, oczami wyobraźni widzimy przede wszystkim lazurową wodę i biały piasek. Jednak te wyspy słyną też z niezwykle bujnych, zielonych pejzaży, wypełnionych gęstwiną tropikalnej roślinności. Zdjęcia zostały wykonane na wyspach: Gwadelupa, Dominika i Martynika, leżących w archipelagu Małych Antyli. Roślinność Karaibów dla ukojenia oka.

Zapraszam do obejrzenia galerii i podzielenia się wrażeniami :).

Czytaj dalej →

Podróżowanie w czasie pandemii

Podróżowanie w czasie pandemii

Jak to zwykle bywa…

Zupełnie nie tak miało być. W grudniu 2019 wyruszyłam z Polski na południe Hiszpanii, gdzie – po raz już któryś z kolei – ze szczura lądowego uległam transformacji w rasową żeglarkę i kolejnych kilka miesięcy spędziłam na morzu. Z Hiszpanii na Wyspy Kanaryjskie, z Wysp Kanaryjskich na Wyspy Zielonego Przylądka, z Wysp Zielonego Przylądka na Małe Antyle… Dalej miało być: z Małych Antyli na Wielkie Antyle, stamtąd na kontynent północnoamerykański i później już prosto przez wschodnie Stany Zjednoczone do Kanady. Ale w międzyczasie nastąpił marzec 2020 i plany podboju Karaibów wzięło licho. Miałam być na morzu, a zostałam – dosłownie – uziemiona, na lądzie, na mojej starej, jarej Gwadelupie. Bez adresu, znajomości (znajomi ze studiów już dawno zdążyli się stąd wyprowadzić), czy perspektyw. A zatem, konieczna była improwizacja.

Czytaj dalej →

Dziennik pokładowy

Dziennik pokładowy

Z Europy do Ameryki bez samolotu, czyli jachtostopowa przygoda

Przebywałam akurat w domu rodzinnym w Polsce i przeszukiwałam różne strony i ogłoszenia dotyczące jachtostopu – wymiany uprzejmościowej między dwiema stronami, z których jedna oferuje darmowe miejsce na pokładzie, a druga darmową pomoc w zadaniach związanych z żeglowaniem. Z kilkoma kapitanami rozmawiałam już przez telefon, niektórzy proponowali mi dołączenie do załogi, inni urywali kontakt (czyli jasno dawali do zrozumienia, że ich odpowiedzią jest „nie”). Jednak ja sama nie byłam jeszcze gotowa, by tak z dnia na dzień rzucić wszystko i wyruszyć jachtem w świat, nie wiadomo na jak długi czas. Cały czas miałam coś do zrobienia, jakieś zobowiązania, sprawy itp. Ciąg powinności nie miał końca, więc któregoś dnia w końcu uznałam, że muszę zmienić swój model działania, bo inaczej nigdy nie wyruszę. Niezależnie od tego czy znajdę jacht, czy nie, wyznaczyłam sobie datę wyjazdu – rzeczywistego czy wirtualnego, nieważne, grunt to zamknąć do tego dnia wszystkie niemogące poczekać sprawy. Cudownym zrządzeniem losu, jak tylko sobie to postanowienie wbiłam do głowy, zaraz pojawił się pierwszy jacht.

Czytaj dalej →