Wymierające języki

Wymierające języki

Święta wieża Babel wyklęta

Posługiwanie się językiem angielskim jest w naszych czasach nieodzowne, a przy tym jakże przydatne. Jeden tylko język wystarczy, by móc porozumieć się w większości regionów świata, poznać ludzi, załatwić biznes, czy choćby zwyczajnie spytać o drogę. Niejeden człowiek próbował wymyślić nowy, sztuczny język, który sprawdziłby się w roli uniwersalnego narzędzia do komunikacji, ale z różnych powodów historycznych to akurat angielski wygrał tę jakże odpowiedzialną pozycję najbardziej rozpowszechnionego języka na naszym globie. Językiem angielskim sprawnie posługuje się ponad 1,2 mld osób, zaraz za nim plasują się chiński (1,1 mld) oraz hindi (637 mln). Dla osób, które kochają podróżować, poznawać świat, takie komunikacyjne ułatwienie to prawdziwe wybawienie. Pod przykrywką wygody, uniwersalności, globalnej wioski, kryje się jednak druga warstwa, równie prawdziwa, lecz głęboko przygnębiająca: języki wymierające.

Czytaj dalej →

Bujna roślinność Karaibów – galeria

Bujna roślinność Karaibów – galeria

Gdy myślimy o Karaibach, oczami wyobraźni widzimy przede wszystkim lazurową wodę i biały piasek. Jednak te wyspy słyną też z niezwykle bujnych, zielonych pejzaży, wypełnionych gęstwiną tropikalnej roślinności. Zdjęcia zostały wykonane na wyspach: Gwadelupa, Dominika i Martynika, leżących w archipelagu Małych Antyli. Roślinność Karaibów dla ukojenia oka.

Zapraszam do obejrzenia galerii i podzielenia się wrażeniami :).

Czytaj dalej →

Podróżowanie w czasie pandemii

Podróżowanie w czasie pandemii

Jak to zwykle bywa…

Zupełnie nie tak miało być. W grudniu 2019 wyruszyłam z Polski na południe Hiszpanii, gdzie – po raz już któryś z kolei – ze szczura lądowego uległam transformacji w rasową żeglarkę i kolejnych kilka miesięcy spędziłam na morzu. Z Hiszpanii na Wyspy Kanaryjskie, z Wysp Kanaryjskich na Wyspy Zielonego Przylądka, z Wysp Zielonego Przylądka na Małe Antyle… Dalej miało być: z Małych Antyli na Wielkie Antyle, stamtąd na kontynent północnoamerykański i później już prosto przez wschodnie Stany Zjednoczone do Kanady. Ale w międzyczasie nastąpił marzec 2020 i plany podboju Karaibów wzięło licho. Miałam być na morzu, a zostałam – dosłownie – uziemiona, na lądzie, na mojej starej, jarej Gwadelupie. Bez adresu, znajomości (znajomi ze studiów już dawno zdążyli się stąd wyprowadzić), czy perspektyw. A zatem, konieczna była improwizacja.

Czytaj dalej →