Uzdrowiciel z pasją

Od pewnego czasu doskwierał mi ból jednego kolana. Dla spokoju poszłam do utytułowanego ortopedy, który następnie posłał mnie do specjalisty od kinezyterapii, czyli niczego innego jak skomplikowanie nazwanej gimnastyki ruchowej. Moim problemem nie był brak ruchu, lecz raczej delikatne przedobrzenie, a ponieważ lubię odkrywać co kryje się pod tajemniczo brzmiącymi nazwami, chętnie skontaktowałam się z sąsiadem-kinezyterapeutą-masażystą-rehibilitatorem, myśląc sobie, że spróbuję choć jednego seansu, aby przekonać się, czy rzeczywiście terapia jest warta broszki.

W rozmowie telefonicznej doszliśmy do wniosku, że najprościej będzie mi bezpośrednio pokazać w czym problem, zamiast opisywać wszystkie szczegóły przez telefon. Umówiliśmy się zatem na spotkanie za godzinę – jako sąsiedzi kwestię terminarzową mieliśmy dość ułatwioną, i specjalista zgodził się mnie przyjąć w przerwie między obiadem a odpoczywaniem.

Gdy weszłam do gabinetu o umówionej porze, zastałam bardzo poważnie wyglądającego, starszego pana w kitlu, siedzącego za biurkiem. Nie mogłam mieć wątpliwości co do jego pochodzenia, był czarnoskóry niczym heban, a brodę jego zdobiła garstka białych włosów. Wyglądał na bardzo skupionego, lecz na mój widok spojrzał sponad swoich okularów, by oznajmić, że zaraz się mną zajmie. Spostrzegłam wówczas, że wokół jego źrenic o kolorze węgla połyskiwała błękitna obwódka. U ludzi czarnoskórych jest to rzadko spotykane, ale w przypadku ludów kreolskich pochodzenia afrykańskiego, może stanowić wskazówkę, że wśród przodków danej osoby przynajmniej jeden był pochodzenia kaukaskiego.

Zostałam zaprowadzona do sąsiedniego pokoiku w obszernej piwnicy, która służyła za prywatną przychodnię. Usiadłam na leżance, a pan Rodrigue Rugard przystąpił do oglądu. Przez cały czas mówił, bardzo wolno, tłumacząc mi wszystko, co po kolei robił. Zamiast obejrzeć kolano, postukać, pomasować, jak to zrobił wcześniej ortopeda, pan Rodrigue Rugard przeprowadził dochodzenie niczym Sherlock Holmes. Zaczął od badania… nadgarstków. Sprawdził puls w jednej ręce, pocmokał, zacharczał, później w drugiej ręce, powtórzył cmoknięcia i charknięcia, kręcąc i kiwając przy tym głową. Sprawiał wrażenie, że pomaga mu to w pracy. Sprawdził ułożenie i funkcjonowanie wszystkich moich stawów, ścięgien i układu trawiennego. Dociskał palcami odpowiednie punkty na ciele, sprawdzając wypoziomowanie symetrycznych kości i organów, a także mierząc symetrię w wypełnianych powietrzem płucach. Przy wykonywaniu wszystkich czynności mówił dokładnie co robi i dlaczego, czemu sama mam się przyjrzeć i na co zwrócić uwagę. Zależało mu, żebym najpierw sama zrozumiała i poczuła, zanim on mi powie, co przypuszcza. I nasze spostrzeżenia się pokrywały. Wtedy on był bardzo zadowolony. Podkreślał, że lubi widzieć efekty swojej pracy, dlatego unika przepisywania leków, bo chce wiedzieć, że to jego działania, a nie obcych substancji, wprowadziły pozytywne zmiany w ciele pacjenta. Przy prowadzeniu swojego medycznego dochodzenia opowiadał mi raz po raz o przypadkach innych swoich pacjentów, i o tym w jaki sposób odkrył związek między rzeczami, zdawałoby się, kompletnie ze sobą nie powiązanymi. Raz np. opisał przypadek, w którym zastąpienie jednej kolacji porcją czekolady miało wpływ na pojawienie się bolesnego skurczu szyi i ramienia u męża jednej z pacjentek następnego ranka. Wystarczyło mu rozmasować odpowiednie części układu trawiennego, aby skurcze ustały. U mnie też z banalną łatwością rozpoznał wszystkie problemy, choćby były one mikroskopijne, a przy dochodzeniu nie zadawał żadnych pytań. Podczas wizyty czułam się jak obiekt dochodzenia detektywistycznego – przyszłam z bólem kolana, a poznałam sekrety mojego ciała, o jakich mi się nie śniło. Spytałam, jak to robi, a on, z nutą najoczywistszej oczywistości w głosie, oznajmił, że nie ma nic prostszego niż czytać w otwartej książce.

Nasza rozmowa trwała całą wieczność i każdy temat zapoczątkowywał nowy. Opowiadał mi o swojej studenckiej młodości, o swojej pracy doktorskiej, o swoich dzieciach, pasjach, ulubionych sportach – głównie sportach walki. Gdy ukradkiem temat konwersacji prześlizgnął się na sporty walki, już wiedziałam, że jeszcze długo nie wyjdę z gabinetu. Nie, żebym miała ochotę, nawet nie patrzyłam na zegarek. Trafił swój na swego, on uwielbiał mówić, a ja uwielbiam słuchać ludzi z pasją, którzy mają do opowiedzenia własne historie.

Zasadniczą nie-medyczną puentą naszego spotkania była konieczność praktykowania sportów walki przez kobiety. Nie tyle dla samego sportu, co dla umiejętności samoobrony, która nigdy nie wiadomo, kiedy się przyda. Dowiedziałam się też o 4-letnim synku mojego specjalisty, co dołożył w przedszkolu swojemu rosłemu koledze za to, że ów kolega chciał próbował okładać słabszego. Jako ojciec zarazem był dumny, jak i musiał swoją dumę skrywać, bo nie chciał chwalić za przemoc. Zamiast więc karcić, posłał syna na zajęcia judo w celu wyładowania energii na wiek silnego dziecka. W ten oto sposób, w wieku 6 lat synek już pokonywał dużo starszych i większych od siebie. Według pana Rodrigue’a każda kobieta powinna być w stanie dokonywać podobnych wyczynów. Miłe panie, do dzieła!

W końcu odważyłam się spojrzeć na zegarek. Przyszłam tylko na krótki ogląd, żeby dowiedzieć się, ile będą mnie kosztowały masaże kolana, a ostatecznie spędziłam dwie godziny rozmawiając o absolutnie wszystkim z moim nowym znajomym. Za poświęcony mi czas chciałam mu zapłacić, ale sprzeciwił się, twierdząc, że tak jak zapowiedział przed spotkaniem, za zrobienie oglądu nie bierze zapłaty. Kiedy nalegałam, bo mimo wszystko wiele dla mnie zrobił, to spytał ile w takim razie on ma mi zapłacić za poświęcony mu czas na taką miłą rozmowę. Bilans wyszedł więc na zero. I wspaniale!

Ostatecznie moja drobna konsultacja medyczna przysporzyła mnie o znajomość z bardzo nietypowym pasjonatem swojego fachu, na dodatek obdarzonym rzadko spotykanym darem widzenia tego, czego lekarz nastawiony jedynie na zysk nie widzi, a mianowicie – osoby.

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *