Amazoński sierociniec dla zwierząt

Amazoński sierociniec dla zwierząt
Pigmejka karłowata, Cebuella pygmaea

Pilpintuwasi w języku quechua oznacza dom motyli. To właśnie planowała stworzyć założycielka ośrodka, który z czasem rozrósł się w duży sierociniec dla dzikich zwierząt, umiejscowiony na obrzeżach Iquitos, stolicy peruwiańskiej Amazonii. Osobniki przebywające w sierocińcu zostały przechwycone z nielegalnego handlu przez tzw. „policję ekologiczną”. Przebywa w nim dziś ponad 10 gatunków naczelnych, kilka ar, tukan, jaguar, ocelot, mrówkojad, kilka leniwców, coati i inne.

W ciągu wolontariatu, który odbyłam w Pilpintuwasi, miałam możliwość poznania z bardzo bliska fauny amazońskiej, oraz zrozumienia mechanizmów rządzących nielegalnym handlem. To był fascynujący czas, w trakcie którego powoli mogłam zdobywać zaufanie dzikich zwierząt, przyglądać się ich obyczajom, uczyć o ich ekologii i fizjologii, a oprócz tego… prowadzić hodowlę amazońskich motyli o najbardziej fantazyjnych kształtach i kolorach, jakie możemy sobie wyobrazić.

Z uakari szkarłatnym

Dżungla amazońska jest coraz gęściej zabudowywana, rozrastają się miasta, a ubywa dzikiego lasu. W parze z tym idzie niestety również wykorzystywanie zwierząt jako towaru na zbyt. Bardzo rozpowszechnionym zjawiskiem jest, jak ja to nazywam, „rodzinne polowanie”. Polega ono na tym, że kłusownicy zabijają matkę, która aktualnie posiada młode. Jej mięso jest sprzedawane na talerz elitarnych klientów (leniwcze udka, karkówka z jaguara…), a młode trafiają na czarny rynek zwierzątek domowych (mamo, ja chcę małpkę!).

Niebiesko-żółta Ara ararauna i czerwona Ara macao

 

Choć bywa też inaczej. W Amazonii nie trzeba się długo naszukać, aby znaleźć spółki oferujące (nielegalnie) wyprawy dla osób chętnych upolować własną dziczyznę. Bywa, że trafi się w rodzicielkę z młodymi, a bez niej jej potomstwo i tak nie miałoby szansy przeżyć. Dlatego, by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, maluchy trafiają do pudełek „na sprzedaż”. I bywa znów, że turyści przechadzający się po targowisku, rozczulą się i zasmucą nad losem biednych stworzeń. I odkupią je, byle tylko nie musiały cierpieć. Ale co zrobi turysta z małpką-bobasem przed powrotem z urlopu? Zechce ją oddać do zwierzęcego sierocińca.

Mrówkojad Isabella, Myrmecophaga tridactyla

Ośrodki, takie jak Pilpintuwasi, biją na alarm, aby nigdy nie dać się złudzeniu, że odkupując zwierzę od przemytników, ratuje się je. Uczestnicząc w takim handlu sprawia się, że zamknięte koło kontynuuje swój cykl, z którego nie ma wyjścia.

Pilpintuwasi działa jako organizacja non-profit. Zarabia poprzez sprzedaż biletów dla turystów chętnych obejrzeć z bliska dzikie zwierzęta. Z tych zarobków opłacane są pensje kilku pracowników od „brudnej roboty” – czyszczenia, karmienia itd. – oraz sam pokarm dla zwierząt, na który nie szczędzi się środków. Wiele osobników ma swojego własnego sponsora, którzy opłacają im wyżywienie na z góry określony czas. Rzadko kiedy jednak ocalone i odchowane młode są wypuszczane z powrotem na wolność.

Florian, saki równikowy, Pithecia aequatorialis

Założycielka Pilpintuwasi, Gudrun Sperrer, twierdzi, że zwierzęta, które zostały pozbawione matki w bardzo młodym wieku, nie są w stanie powrócić do stanu dzikiego. Wychowane przez ludzi, są zbyt przyzwyczajone do ludzkiej obecności, nie boją się nas i przez to stają się bardzo łatwym potencjalnym łupem przy kolejnej akcji kłusowników. Ponowne „udziczanie” zwierząt wprawdzie jest możliwe, ale przy liczbie zamieszkujących sierociniec osobników i nikłych funduszach, staje się to zwyczajnie niewykonalne.

Do ośrodka trafiają też zwierzęta, których jedynym alternatywnym losem byłaby śmierć. W 2015 roku, w Limie zlikwidowano zoo i chciano się pozbyć kilkudziesięciu małp. Trafiły do Pilpintuwasi, odnajdując tu drugi dom.

Uakari szkarłatny, Cacajao calvus

Dla małp uakari szkarłatnych (na zdjęciu obok) sierociniec z kolei stwarza szansę na przetrwanie gatunku. Dziś skrajnie zagrożony wyginięciem z powodu zanikania siedlisk oraz polowań, tutaj zaczął się nawet rozmnażać! W 2012 roku przyszła na świat pierwsza małpka z tego gatunku urodzona poza stanem dzikim.

Pracując tu jako wolontariuszka, spędziłam wspaniałe chwile. Nauczyłam się bardzo wiele, zarówno od pracowników, jak i od podopiecznych. Sama miałam również możliwość kształcić odwiedzających w kilku językach. Życzyłabym sobie, aby świadomość turystów rosła, a odpowiednie władze przykładały więcej wagi do ochrony dzikich zwierząt.

_______________________________________________________________________________________

Autorką wszystkich zdjęć jest Kinga Korycka. Wszelkie prawa zastrzeżone.