La Désirade – galeria

La Désirade – galeria

La Désirade to maleńka wyspa, część francuskiego departamentu Gwadelupa, położona w archipelagu Małych Antyli. Jest długa i wąska, jej wymiary to zaledwie 11×2 km. Mieszkańcy Désirade porozumiewają się głównie w języku kreolskim, a ich podstawowym zajęciem jest rybołówstwo i hodowla kóz. Spędziłam na niej miesiąc badając poważnie zagrożony wyginięciem gatunek – legwana szlachetnego Iguana delicatissima. Zapraszam do spojrzenia na tę wyspę moimi oczami…

Czytaj dalej →

Awanturnica w Radio Poznań

Awanturnica w Radio Poznań

Dzisiaj będzie bardzo krótko drukiem, a nieco dłużej w audio. Niedawno miałam wielką przyjemność wystąpić jako gość w audycji Borysa Piątkowskiego w Radio Poznań. Borys jest wspaniałym człowiekiem i już dwukrotnie wcześniej zechciał mnie gościć również w swoim programie Wywiadówka w Radio Afera. A teraz tak się składa, że udostępnił w sieci nagranie naszej ostatniej rozmowy dla Radia Poznań i chciałabym się nim z Wami dzisiaj podzielić!

 

> Przejdź na stronę audycji klikając w ten link <

Czytaj dalej →

O niezwykłym jachcie i jego mroźnych przygodach

O niezwykłym jachcie i jego mroźnych przygodach

Gdy po raz pierwszy ujrzałam jacht, na którym miałam spędzić najbliższych około 10 dni, oniemiałam. Toż to był najprawdziwszy jacht od eskpedycji polarnych! I owszem, dwa razy zawitał na Antarktydę w latach osiemdziesiątych. Posiadał dwa solidne maszty, niezniszczalny aluminiowy kadłub, 47 stóp długości i baardzo przestronne wnętrze wyłożone ciemnym drewnem. No czegóż chcieć więcej?!

Rapa Nnu, bo tak został mianowany ten jacht, został wybudowany we Francji w 1981 roku. Błąd ortograficzny w nazwie jest zamierzony i wynika z problemów z rejestracji natury czysto biurokracyjnej – inny jacht miał taką samą nazwę (Rapa Nui) i sam ten fakt wywołał masę kłopotów. Dziś sądzę, że nikt już nie zawraca sobie tym głowy, bo mnogość jachtów w każdej marinie praktycznie uniemożliwia nadawanie wyłącznie unikatowych nazw. Rapa Nui to rdzenna nazwa Wyspy Wielkanocnej, uważanej za jedno z najbardziej oddalonych od cywilizacji miejsc na świecie. Idealna nazwa dla żaglówki!

Pierwszy właściciel, Francuz Patrick, kupił ten jacht o modelu DALU 47 w celu zorganizowania swojej prywatnej ekspedycji żeglarskiej z Francji na Antarktydę. Czytaj dalej →

Strasznie trudne pytanie kapitanów

Przez ostatnich kilka miesięcy podróżowałam różnymi jachtami pomiędzy kolejnymi karaibskimi wyspami, aby docelowo dostać się na kontynent południowoamerykański, a najlepiej do Kolumbii. Z Gwadelupy do Kolumbii, płynąc bez przerwy, przy umiarkowanym wietrze, dałoby się dotrzeć w mniej niż 10 dni. Optymalnym, acz nieco optymistycznym założeniem było, że uda mi się zrealizować cel w miesiąc. Cóż, wyszło dwa i pół, od początku czerwca do połowy sierpnia. Ostatni odcinek trasy, z holendersko-niezależnej wyspy Curacao u zachodnich wybrzeży Wenezueli, do środkowego wybrzeża Kolumbii, pokonałam z brazylijską załogą na niezwykłym jachcie do ekspedycji.

Z francuskim przyjacielem Paulem usiłowaliśmy znaleźć jacht przez całe 3 tygodnie, na wszystkie możliwe sposoby, i nie szczędząc czasu i wysiłków. Na próżno. I oto na początku sierpnia Paul musiał wrócić do siebie, do Francji, do niezbyt kolorowej rzeczywistości zwanej potocznie „9 do 7”, czyli do codziennej pracy. Po jego wylocie byłam przygotowana na kolejnych kilka tygodni oczekiwania, więc już sobie nawet zdążyłam zorganizować czas i zajęcia, żeby się nie zanudzić na śmierć. A tu psikus! Pierwszego poranka po jego wylocie, czyli właściwie po jednej jedynej nocy, gdy sprawdziłam rano pocztę, już czekała na mnie oferta rejsu prosto do Kolumbii. Czytaj dalej →

Uzdrowiciel z pasją

Od pewnego czasu doskwierał mi ból jednego kolana. Dla spokoju poszłam do utytułowanego ortopedy, który następnie posłał mnie do specjalisty od kinezyterapii, czyli niczego innego jak skomplikowanie nazwanej gimnastyki ruchowej. Moim problemem nie był brak ruchu, lecz raczej delikatne przedobrzenie, a ponieważ lubię odkrywać co kryje się pod tajemniczo brzmiącymi nazwami, chętnie skontaktowałam się z sąsiadem-kinezyterapeutą-masażystą-rehibilitatorem, myśląc sobie, że spróbuję choć jednego seansu, aby przekonać się, czy rzeczywiście terapia jest warta broszki.

Czytaj dalej →

Imienna potyczka w warzywniaku

Stoję dziś pod plandeką warzywniaka przy kasie i czekam, aż mi kasjer wszystko podliczy. Wtem podchodzi inny klient, widać że turysta. Na mój widok aż się cofnął, wybałuszył oczy, wytknął palcem i rzekł, jakby jego słowa były warte milion dolarów:
-Vanessa Paradis!
-Ee? Nie no, chyba tak nie bardzo – odparłam.
-Ech, ale przynajmniej w raju! [fr. paradis- raj] – rzucił zawiedziony.
-To już bardziej.
Po czym oddalił się robić swoje zakupy, wciąż jednak podejrzliwie zerkając na mnie kątem oka. Kasjer z kolei podchwycił. Wybitnie mu się nie spieszyło z podliczaniem moich zakupów, za to nachylił się, i niemal szeptem spytał:
-To tak ci na imię, Vanessa?

Czytaj dalej →

Rozkoszne rytmy zza okna na La Désirade

Siedzę po godzinach w biurze przy porcie na wysepce liczącej całe tysiąc pięćset mieszkańców oraz miliard kóz i iguan, i cieszę się dostępem do internetu, bo żeby go tu mieć, to trzeba przejść trzy kilometry od miejsca, które przez kolejnych kilka tygodni nazywać będę „domem”. Domem w przenośni, bo prawdziwy jest tylko jeden, a w podróży można pozwolić sobie na posiadanie wielu takich „domów”, do których też może się chcieć wracać, ale najchętniej trzyma się je po prostu w pamięci, pod nagłówkiem „miłe miejsce”.

Ale, ale! – Żeby mili państwo wiedzieli co tu się wyprawia za oknem! Takiego urozmaicenia swojej nieco monotonnej pracy (polegającej na przepisywaniu notatek zgromadzonych podczas terenowych obserwacji iguan) nie spodziewałam się w najśmielszych wyobrażeniach. Czytaj dalej →

Żałoba, radujmy się!

Karaiby, taka sytuacja.

Wracam wieczorem do domu ze spotkania. Na ulicy pełno ludzi, panie wystrojone, w kusych spódniczkach, panowie też wystrojeni, ale na szczęście nie w spódniczkach. Wszyscy głośni i radośni, wygląda na to, że jest jakaś impreza. Podchodzę do jednego jegomościa i pytam, co tu się dzieje, ot, tak z ciekawości. A on a to:
– A, żałoba jest.
– Żałoba?
– No tak, żałoba.
Spojrzałam raz jeszcze po tych roześmianych, eleganckich ludziach.

Czytaj dalej →